Zaloguj

Aktualności

29-05-17

"KSU. Rejestracja buntu" Krzysztof Potaczała

    • KSU

Czy jest tutaj ktoś, kto nie zna KSU? Wątpię. A ktoś, kto zna ich tak dobrze jak Krzysztof Potaczała po napisaniu "Rejestracji buntu"? Pewnie niewielu. KSU to już ikona, po wielu burzliwych latach spędzonych na scenach całej Polski, jednak każdy ma na ich temat własne zdanie, nie zawsze pochlebne. Natomiast sami artyści stoją gdzieś po środku i bez owijania w bawełnę, opowiadają o swoich początkach, o atmosferze „tamtych lat”, nieciekawym ustroju i problemów, jakie ten przysparzał.

Dawno, dawno temu, w Ustrzykach Dolnych, gdzieś na końcu świata, kilku młodych ludzi zafascynował punk. Stroje, fryzury, muzyka. Ruszyła fala skórzanych kurtek upstrzonych agrafkami i żyletkami, pojawiły się irokezy, słuchano muzyki z trudem sprowadzanej z zagranicy. A potem przyszła myśl, że może i oni też by tak potrafili. I tak powoli kształtował się pomysł, który przerodził się w realne działanie - jednak nie od razu Rzym zbudowano. Początki były trudne, stroje i instrumenty kombinowane, płyt nie nagrywało się z taką łatwością jak obecnie. Ale upór, świetne teksty, muzyka, która idealnie trafiała do ludzi zmęczonych szarą komuną zrobiły swoje.

Krzysztof Potaczała snuje opowieść na podstawie rozmów z muzykami i ludźmi z ich otoczenia, natomiast konkretne cytaty pojawiają się obok tekstu głównego. Autor przedstawia panujące w czasach powstawania zespołu realia i nastroje, bo przecież każda historia ma jakieś tło. Wprawdzie język bywa różny i nad tą opowieścią możnaby jeszcze trochę popracować aby ją „ugładzić”, ale może właśnie taka najlepiej oddaje ducha Bieszczad. Czasem bywa patetycznie, czasem potocznie. Nie bywa natomiast nudno.

„KSU. Rejestracja buntu” to nie tylko opowieść o zespole, ale też Ustrzykach, o punk rocku nie tylko w Bieszczadach ale też w Polsce. Artyści zyskali w moich oczach, bo na spokojnie przyjrzałam się tekstom, które choć proste, trafiały w samo sedno, natomiast sami muzycy w tej książce byli czasami aż do bólu szczerzy i nie próbowali naprawiać swojego wizerunku. Są jacy są i za to ich kochamy. Całość jest dzięki temu spójna i naturalnie łączy się z faktami, które już znamy z gazet czy radia.

Książkę czyta się szybko i przyjemnie, choć kilka rzeczy możnaby poprawić. Pomijając jednak aspekt techniczny, myślę, że dla większości będzie ona ciekawa. Osobom, które znają te czasy z autopsji, będą towarzyszyć inne odczucia przy czytaniu niż mnie. Pojawi się pewnie lekkie rozrzewnienie i tęsknota za młodością. Ja chłonęłam te opowieści otwierając szeroko oczy. Tak wiele się zmieniło. I nie mówię tylko o modzie, uwiecznionej na licznych zdjęciach ;)

A propos zdjęć, jest ich całkiem dużo i pochodzą z bardzo różnych okresów. Pojawiają się też notatki i dokumenty wiadomych służb, a także zapiski z pamiętnika jednego z członków KSU. Książka pełna jest treści i możnaby rzec, że stanowi swego rodzaju kompendium. Na pewno uszczęśliwi ona każdego fana zespołu KSU, a dla osób pamietających te czasy i te Bieszczady, będzie świetną pamiątką. Polecam! 

Tags: książka
blog comments powered by Disqus
FUNDUSZE EUROPEJSKIE – DLA ROZWOJU INNOWACYJNEJ GOSPODARKI
Projekt „Stworzenie internetowego serwisu automatycznej konfiguracji przez turystów autorskiego, indywidualnego pobytu turystycznego w regionie bieszczadzkim www.mojebieszczady.com” współfinansowany przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego