Zaloguj

Aktualności

29-03-15

Góralska gościnność w bieszczadzkim wydaniu - wywiad z Joanną Dąbrowiecką

    • Dębowa Gazdówka

Joanna Dąbrowiecka – właścicielka słynnej "Dębowej Gazdówki" - rozmawia z Grzegorzem Sitko o Podhalu, bieszczadzkiej turystyce, o tym co w niej działa a co wymaga poprawy. I dlaczego kluczowa jest wysoka jakość usług.


- Pochodzisz z Podhala, co Cię pchnęło do przyjazdu i osiedlenia się w Bieszczadach?

- Tak, faktycznie, urodziłam się i wychowałam w Zakopanem, a młodość spędziłam w Nowym Targu. Ale w latach 70. poprzedniego stulecia wyjechał w Bieszczady mój szwagier. Zaczeliśmy z mężem  przyjeżdżać do niego w odwiedziny i tak, krok po kroku było co raz bliżej. Kupiliśmy ziemię, a potem przyszła kolej na pensjonat dla gości.

- Czy nie żałujesz czasem swoje decyzji o wyjeździe z Podhala i czy nie marzy Ci się znowu tam powrócić?

- Nie, zdecydowanie nie żałuję podjętej wtedy decyzji o osiedleniu się w Bieszczadach. Zresztą w pewnym wieku człowiek zaczynać coraz bardziej doceniać spokój miejsca, w którym żyje i pracuje, a to właśnie oferują Bieszczady. Gdy do tego ma się jeszcze jakiś pomysł na życie i zarabianie w tym miejscu, to żyje się tu naprawdę bardzo komfortowo. Regularnie odwiedzam swoją rodzinę, która nadal mieszka na Podhalu, ale  zawsze gdy tam jestem myślę sobie: kiedy znowu znajdę się w ukochanych Bieszczadach?

- Jakie okresy w roku są najtrudniejsze do zdobycia turystów?

- Zdecydowanie listopad, pierwsza połowa grudnia oraz marzec i kwiecień. Wtedy faktycznie można mówić, że mamy tutaj tzw. martwy sezon. Turystyka jest też bardzo uzależniona od pogody, a ta jest nieprzewidywalna i kapryśna. Coraz trudniej o „zimowego gościa”, bo niestety nie zawsze mamy w regionie odpowiednią ilość śniegu do jazdy na nartach. Jak tylko mamy prawdziwą zimę w regionie to i turysta się zawsze znajdzie. Natomiast od wielu lat bardzo rośnie liczba turystów, którzy przyjeżdżają do nas jesienią, szczególnie w drugiej połowie września i w październiku aby podziwiać „mieniące się kolorami tęczy” bieszczadzkie buki.    

- Co Twoim zdaniem nadal szwankuje w rozwoju bieszczadzkiej turystyki?

- Zdecydowanie jest to ciągle niewystarczająca promocja tego regionu. W tych działaniach reklamowych w tej chwili bardzo ważny jest Internet i ja też to widzę oraz staram się w miarę swoich możliwości finansowych zaistnieć gdzie jest to tylko możliwe. Dwa lata temu z innymi przedsiębiorcami z okolic Ustrzyk Dolnych założyliśmy stowarzyszanie „Stolica Bieszczad”, w ramach którego staramy się wraz z lokalnym samorządem i różnymi mediami organizować imprezy. Stąd też co roku gościmy radio ZET w akacji „Start do nart”, także różne stacje telewizyjne w tym regularnie naszą TV Rzeszów.

- No właśnie, w wielu rozmowach powtarza się ten sam temat ... Czyli co może skusić zimą turystów do przyjazdu w Bieszczady?

- Na pewno jest tutaj zdecydowanie bardziej kameralnie niż w innych polskich górskich kurortach. Na wyciągach narciarskich nie ma takich długich kolejek. Mamy doskonałe warunki do uprawiania narciarstwa biegowego, a z roku na rok przybywa imprez turystycznych związanych z tym rodzajem rekreacji. A żądni większych przygód mogą wybrać się w wyższe partie gór na wędrówki na rakietach śnieżnych – istnieje już spora sieć miejsc, w których można je wypożyczyć. A w takich miasteczkach jak Ustrzyki Dolne rozwija się także infrastruktura dodatkowa – baseny, sale sportowe, restauracje, kawiarnie i galerie. No i to co jest naszym wielkim atutem - czyste powietrze i bezpieczeństwo – kradzieże są u nas bardzo rzadkie.   

- A co trzeba jeszcze Twoim zdaniem zrobić, żeby reklama była bardziej skuteczna?

- Nasi goście wyraźnie sygnalizują nam, że ciągle tradycyjna „reklama szeptana”, czyli jeden klient poleca innym znajomym, jest niezwykle skuteczna. Trzeba postawić na wysoką jakość usług i dobrą obsługę gości. I też tego staram się uczyć osoby które zatrudniam w swoim obiekcie. Tłumaczę im, że jeżeli jedzenie będzie smaczne, pokoje odpowiednio zadbane to klienci nas polecą innym i wszyscy będziemy mieć pracę i źródło utrzymania. Ale też jestesmy w pełni świadomi tego, że samo łóżko i jedzenie w dzisiejszych czasach to o wiele za mało aby zatrzymać turystę. Do każdego gościa staramy się podchodzić bardzo indywidualnie, znaleźć czas na rozmowę i dowiedzieć się jakie są jego oczekiwania odnośnie pobytu w Bieszczadach. W tej pracy trzeba po prostu lubić ludzi, inaczej człowiek się będzie ciągle tylko męczył, denerwował i narzekał na cały świat. A jak się nieraz przekonałam atrakcją dla gości mogą być rzeczy dla nas banalne i oczywiste, jak chociażby szumiąc w nocy potok za ogniskiem, niesamowicie rozgwieżdżone i ciemne niebo.    

- Co masz na myśli?

- Muszą to być dodatkowe atrakcje w regionie, ponieważ mało który turysta będzie chciał przez kilka dni siedzieć tylko w jednym miejscu. Stąd posiadam u siebie informatory, mapy i przewodniki, które albo są do bezpłatnego rozdania lub też za niewielką cenę sprzedaję. Polecam wszystkim inne sprawdzone obiekty w Bieszczadach – galerie, muzea, restauracje. Dlatego bardzo ważna jest współpraca pomiędzy gestorami w naszym regionie, żeby się wzajemnie „nie wycinać” tylko uzupełniać. Włączam do swoich ofert i polecam usługi z najbliższej okolicy – jazdę konną i przejazdy bryczką, ogniska i biesiady z muzykami, warsztaty rękodzielnicze. Wtedy każdy robi to na czym się najlepiej zna a nasi goście wyjeżdżają zadowoleni z pobytu w Bieszczadach.

- Wspomniałaś wcześniej o dobrym jedzeniu, na ile jest to ważne?

- Niezwykle ważne. Szczególnie często nasi goście pytają o potrawy kuchni regionalnej i umieszczamy je w naszym menu, jesteśmy też na liście obiektów szlaku „Podkarpackie smaki”. Promuje on miejsca, które oferują właśnie coś regionalnego. Aby przyrządzać dania typowe dawniej dla tej części Karpat docieram do starych przepisów i książek. Ale oczywiście są one trochę zmieniane i adaptowane do dzisiejszych gustów smakowych. Zresztą, doskonałym dowodem dużego zainteresowania gości produktami regionalnymi jest oferowane od roku, a wytwarzane w Bieszczadach, piwo. Mimo, że jest ono droższe od klasycznych, dostępnych w marketach to i tak nasi goście o wiele częściej je wybierają.

- Jesteś też członkiem nowo tworzonego klastra turystycznego, co myślisz o tej inicjatywie?

- Kierunek jest bardzo słuszny, musimy jeszcze bardziej ze sobą współpracować, bo niezależnie od naszych lokalnych działań potrzebne jest przebicie się całego regionu, a nawet sporej części Podkarpacia w skali ogólnopolskiej. A w pojedynkę tego nie zrobimy, wiem też że coraz trudniej będzie pozyskiwać małe unijne granty na drobne inicjatywy i coraz bardziej będą wspierane projekty o dużym zasięgu i łączące dużo różnych podmiotów gospodarczych.      

- A co myślisz o powstaniu w niedalekiej odległości od twojego obiektu dużego luksusowego kompleksu wypoczynkowego w Arłamowie, czy stanowi on zagrożenie dla Twojej działalności?

- Rzeczywiście, zauważyłam pewien odpływ bogatych gości z Ukrainy, którzy przyjeżdżali do nas, szczególnie zimą, a teraz mają do dyspozycji czterogwiazdkowy hotel z całym zapleczem rekreacyjnym. A ich akurat na to stać. Natomiast uważam, że taki obiekt też jest potrzebny w naszym regionie, bo przyciąga turystę na innego typu imprezy, w innym celu - choćby bardzo duże konferencje. Myślę, że goście którzy przyjadą tam jako uczestnicy firmowej imprezy integracyjnej, gdy w przyszłości wraz z rodzinami odwiedzą Bieszczady, to będą szukać też bardziej kameralnych i rodzinnych miejsc pobytowych.   

- A co jeszcze chciałabyś zmienić i poprawić w swoim obiekcie?

- Na pewno potrzebna jest oddzielna, dość obszerna sala konferencyjna. Budując wspólnie z mężem ten pensjonat myśleliśmy głównie o indywidualnych i rodzinnych pobytach, taki zresztą był wtedy główny klient w tych okolicach. Przez ostatnie lata okazało się jednak, że coraz więcej mam zapytań dotyczących organizacji różnego typu szkoleń, seminariów i taka wydzielona sala jest potrzebna. Liczę tu na to, że w przyszłych latach będą także na ten cel dostępne dotacje unijne, tak jak do było do tej pory. Też z nich skorzystaliśmy i bardzo pomogły nam w unowocześnieniu naszego obiektu.

- Dziękuję za poświęcony czas i przeprowadzoną rozmowę.


rozmawiał Grzegorz Sitko

blog comments powered by Disqus
FUNDUSZE EUROPEJSKIE – DLA ROZWOJU INNOWACYJNEJ GOSPODARKI
Projekt „Stworzenie internetowego serwisu automatycznej konfiguracji przez turystów autorskiego, indywidualnego pobytu turystycznego w regionie bieszczadzkim www.mojebieszczady.com” współfinansowany przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego